Świdnik. Miasto, w którym odradzała się polska wolność

Dlaczego w wolnej Polsce Świdnik był i nadal jest pomijany przy okazji najważniejszych uroczystości państwowych, upamiętniających drogę do wolności, którą dzisiaj tak bardzo się wszyscy szczycimy? Dlaczego w historii polskiego dążenia do wolności nie znalazło się miejsce dla Świdnika i dokonań jego mieszkańców w walce z komunistycznym systemem?

Pytania, które zadaje dr Leszek Pietrzak we wstępie do swojej książki zadawane były i są z pewnością przez wielu – w szczególności tych, którzy stali się bohaterami najważniejszych dla historii Świdnika wydarzeń. Książka lubelskiego historyka oraz członka Klubu Inteligencji Katolickiej w Lublinie pt. „Miasto wolności. Historia Świdnika od komunizmu do wolnej Polski” to zwięzła, przystępna dla każdego czytelnika dawka faktów historycznych. Czytelnikom starszym, znającym burzliwą historię walki o wolność mieszkańców podlubelskiego miasta, bohaterom opisanych wydarzeń pomoże przywołać wspomnienia, być może nawet ich wzruszy. Dla młodszych czytelników może być to wciągająca lektura, która przybliży z pewnością wiele nieznanych faktów – historię, którą należy pielęgnować w pamięci kolejnych pokoleń, aby nigdy o niej nie zapomniano.

W Świdniku rozpoczęła się droga do wolności w roku 1980. To fakt niezaprzeczalny, chociaż próbuje się o tym nie pamiętać. W swojej publikacji dr Leszek Pietrzak udowadnia to, rozpoczynając opowieść o Świdniku od jego początków, czyli w komunistycznej Polsce. Powstanie miasta było związane z budową fabryki, w której planowano wytwarzanie elementów do samolotów. Tak naprawdę miasto Świdnik powstało jako „pomnik systemu”. Jak zaznaczył w swojej książce Pietrzak:

Władze (…) założyły, że ludzie przybywający do Świdnika nie będą tworzyć społeczności w tradycyjnym jej rozumieniu, czyli takiej, w której będą występowały silne więzi wynikające ze wspólnoty interesów i potrzeb, a także z poczucia zakorzenienia i przynależności do zamieszkiwanego miejsca. Były przekonane, że napływowych uda się szybko zideologizować i stworzyć z nich wzorcową społeczność wzorcowego „socjalistycznego miasta”, jakim miał się stać Świdnik.

Tak silna chęć wpłynięcia komunistycznej władzy na tworzącą się społeczność miasta, ale też na wszystkich Polaków w tamtym czasie, była powodem do kolejnych buntów i zrywów, które miały miejsce w kolejnych latach. Chęć zideologizowania mieszkańców nowo powstałego miasta miała dokładnie odwrotny od zamierzonego skutek – sprawiła, że między ludźmi powstały jeszcze silniejsze więzi, a wspólnota, jaką stworzyli, była w stanie dokonać rzeczy wręcz niemożliwych.

Świdniczanie rozpoczęli walkę o swoją wolność już na etapie tworzenia się miasta. Pierwszą walką można nazwać batalię mieszkańców Świdnika o kościół, który powstał dopiero po około 30 latach starania się u komunistycznych władz Polski o budowę świątyni. Świdnik miał być „miastem bez Boga”, jednak upór jego mieszkańców pozwolił na wygranie walki z komunistycznym systemem. Symbolem tej walki był ksiądz Jan Hryniewicz, który po wielu latach starań o budowę świątyni, został proboszczem pierwszej świdnickiej parafii.

Przejawem walki o wolność, z którą związany był Świdnik był również fakt, że z miastem tym związani byli działacze antykomunistycznego podziemia zbrojnego. Leszek Pietrzak wymienia w swojej książce m.in. takie postacie jak: Janinę Kuligowską-Cel „Niusię”, sanitariuszkę i łączniczkę oddziału kpt. Stanisława Łukasika „Rysia” ze zgrupowania „Zapory”, Andrzeja Żubra, powstańca warszawskiego, Teofila Nowosada, żołnierza 27. Wołyńskiej Dywizji Piechoty AK. Jak zaznacza autor książki:

Obcowanie młodych ludzi z takimi osobami również kształtowało ich postawy, co po latach znajdowało przełożenie w ich aktywności społecznej i politycznej.

Sytuacja gospodarcza w kraju, rządy komunistycznej partii PZPR i narastające niezadowolenie Polaków sprawiły, że mimo zmiany ekipy rządzącej w dramatycznym roku 1970 już rok 1973 obfitował w strajki (było ich 75). Prawdziwa walka o wolność na Lubelszczyźnie rozpoczęła się natomiast w lipcu 1980 r. „Lubelski Lipiec” rozpoczął się własnie w Świdniku, kiedy to pracownicy świdnickiej WSK dowiedzieli się o podwyżce cen w zakładowym bufecie. Część pracowników przerwała swoją pracę i wszczęła bunt, do którego wkrótce przyłączyli się kolejni. Strajk rozpoczęty 8 lipca w Świdniku uruchomił „lawinę” – w kolejnych dniach strajkować zaczęli pracownicy innych dużych zakładów na terenie całej Lubelszczyzny. Leszek Pietrzak podkreślił w swojej książce, że strajk w świdnickiej WSK był najważniejszy:

Wyjątkowość Świdnika nie wynika tylko z tego, że był on pierwszy. Strajk prowadzono tam zupełnie nową metodą, której robotnicy w komunistycznej Polsce nigdy wcześniej nie stosowali.

Bunt, wyrażenie własnego zdania, sprzeciwienie się komunistycznej władzy, uruchomienie całej machiny związanej z przeprowadzeniem negocjacji, uparcie się na stawiane przez siebie postulaty i niepoddanie się wywieranej przez władze presji – to wszystko wymagało ogromnej odwagi – tak naprawdę – zwykłych, prostych ludzi – robotników, nie będących na żadnych wysokich stanowiskach. Nie wiedzieli, jakie będą skutki wszczętego przez nich protestu, a jednak zaryzykowali. Tę ogromną odwagę również podkreślił w książce jej autor:

Zacznijmy od nieco banalnego stwierdzenia, które mówi, że wszystko, co powstaje i jest nowe, wymaga odwagi i to sporej. Odwagi tych, co tworzą, są prawdziwymi demiurgami nowego, które przecież niekoniecznie musi być lepsze od starego. Ta odwaga zawsze wiąże się jednak z wielkim ryzykiem, za którym nierzadko stoi niepowodzenie lub porażka. A te, jak wiemy, mają zazwyczaj swoją cenę, niekiedy bardzo wysoką.

„Świdnicki Lipiec” i kolejne strajki, które zainicjował protest w świdnickiej WSK miały podłoże socjalne, nie polityczne. Nie mogły rozwiązać wielu problemów, w które coraz bardziej pogrążała się Polska, będąca w gospodarczym kryzysie. Strajki te uruchomiły natomiast pewien proces, który objął swoim zasięgiem już nie tylko Lubelszczyznę, ale cały kraj. Robotnicy we wszystkich zakładach pracy nabrali odwagi do tego, aby otwarcie krytykować politykę władz i domagać się zmiany. Piętrzące się niezadowolenie, wyrażane w kolejnych krótkotrwałych strajkach i przerwach w pracy, wreszcie poskutkowało kolejną dużą falą strajków w sierpniu 1980 r., rozpoczętą tym razem w Gdańsku. Ogromne niezadowolenie Polaków z sytuacji gospodarczej wreszcie doprowadziło do powstania „Solidarności”, dzięki której, po wielu perypetiach, walce z systemem i komunistycznymi władzami, udało się wreszcie odzyskać wolność.

Chociaż czasy „Solidarności” nie rozpoczęły się w Świdniku, a w Gdańsku, to Świdnik pozostał jednym z najsilniejszych i najbardziej aktywnych ośrodków związku. Właśnie w tym mieście inicjowane były akcje, które potem „kopiowano” także w innych miastach. Jedną z najsłynniejszych akcji były „świdnickie spacery”. Komunistyczne władze bały się wręcz Świdnika i jego mieszkańców, którzy nie raz pokazali, że potrafią się zbuntować. Kiedy w grudniu 1981 r. wprowadzono w Polsce stan wojenny, to właśnie Świdnik był miejscem najsilniejszego oporu przeciwko władzy.

Leszek Pietrzak w swojej książce wspomina wiele postaci związanych z wydarzeniami tamtych czasów. Książka ta jest wręcz „pomnikiem” upamiętniającym ich wielkie czyny, dzięki którym droga do wolności wszystkich Polaków stawała się coraz bardziej realna. Wśród bohaterów burzliwej historii Świdnika wymienieni zostali m.in. Zbigniew Puczek, Zofia Bartkiewicz, Urszula Radek, Alfred Bondos, Ryszard Kuć i wielu innych, którzy – jak podkreślił autor książki – w wielu przypadkach zapłacili wysoką cenę za swoją odwagę i upór w dążeniu po wolność. Ceną tą były m.in. przymusowa emigracja, liczne aresztowania, internowanie, utrata pracy, wysokie grzywny.

W Świdniku odradzała się polska wolność i jest to fakt niezaprzeczalny. W wolnej Polsce zapomniano jednak o roli Świdnika w drodze po upragnioną wolność wszystkich Polaków.

Brakuje w polskiej historii miejsca dla Świdnika, chociaż – jak już wspomnieliśmy – zasługuje on na to, by się w niej znaleźć jak mało które miasto w Polsce. Był prawdziwą fortecą „Solidarności”, o czym dzisiaj niemal zupełnie się nie pamięta. I to jest właśnie największy paradoks w historii polskiej drogi do wolności – podsumował Leszek Pietrzak i na koniec dodał: – Jeśli więc historia może wyrządzić komuś krzywdę, to na pewno uczyniła ją Świdnikowi, wyrzucając go poza ramy swojej opowieści. Trzeba to zmienić, bo w komunistycznej Polsce było to miasto prawdziwej wolności.

Istotnym faktem jest, że premiera książki miała miejsce 11 lipca, dokładnie w 40. rocznicę strajków, które rozpoczęły się w Świdniku. Dzisiaj te wydarzenia nazywane są Lubelskim Lipcem ’80. W uroczystości udział wzięli m.in. Jarosław Szarek – prezes Instytutu Pamięci Narodowej, Piotr Duda – przewodniczący NSZZ „Solidarność” oraz prof. Mieczysław Ryba – prezes Klubu Inteligencji Katolickiej w Lublinie, a zarazem przedstawiciel wojewody. Wydanie książki objęte zostało patronatem honorowym Burmistrza Miasta Świdnika Waldemara Jaksona.

Autor: W. Cajzer