„Abyśmy zło dobrem zwyciężali” – ostatnia w Lublinie Msza święta za życie ks. M. Matusznego

W ubiegłym tygodniu w kościele pw. Nawrócenia Świętego Pawła przy ulicy Bernardyńskiej w Lublinie odbyło się kolejne modlitewne spotkanie obrońców życia i zarazem ostatnie prowadzone w tym miejscu.

Czerwcowa Msza święta za życie i rodzinę była ostatnią, którą w tym miejscu poprowadził ksiądz Mirosław Matuszny. Proboszcz parafii pw. Nawrócenia Świętego Pawła przy ulicy Bernardyńskiej w Lublinie został przeniesiony decyzją biskupa lubelskiego Stanisława Budzika do parafii w Snopkowie. Z tej okazji Radosław Brzózka, w imieniu własnym i Stowarzyszenia Realitas.pl, złożył podziękowania za pełnioną w lubelskiej parafii posługę:

Dziękujemy za głoszenie Ewangelii – Ewangelii życia, która jest tak trudna dla wielu, ale też bardzo potrzebna nam wszystkim. Chcemy podziękować za otwartość na ludzi i środowiska, która sprawiała, że mogliśmy my i bardzo wiele innych organizacji i stowarzyszeń znaleźć opiekę duchową – zwłaszcza w tematach, które są teraz tak bardzo gorące i ważne, dotyczących obrony życia i rodziny. Dziękuję za ciepło, serdeczność i za uśmiech, który sprawiał, że czuliśmy i nadal możemy czuć przy Tobie, że jesteśmy pod ręką pasterza.

Msze Święte Obrońców Życia i Rodziny sprawowane są 25. dnia każdego miesiąca. Pierwsza z nich odprawiona została w kwietniu. Inicjatorem comiesięcznego cyklu mszy świętych jest Stowarzyszenie Realitas.pl, a data 25. dnia miesiąca została ustanowiona jako wspomnienie Uroczystości Zwiastowania Pańskiego przypadającej na 25 marca.

Przypomnijmy ostatnią homilię ks. Mirosława Matusznego wygłoszoną podczas comiesięcznej Mszy Świętej Obrońców Życia i Rodziny:

Święty cud życia to temat, który – jak rzadko który inny – wzbudza emocje, prowokuje do skrajnych wypowiedzi, ale nade wszystko domaga się spojrzenia na niego przez pryzmat Ewangelii – Ewangelii życia. Św. Jan Paweł II to papież, któremu sprawa życia bardzo leżała na sercu. To za jego pontyfikatu zostały wypowiedziane słynne słowa: „Naród, który zabija własne dzieci jest narodem bez przyszłości”. To on, kiedy przybył do nas z pielgrzymką podniesionym głosem mówił, że nie może mówić inaczej, bo te dzieci, które giną pozbawiane życia, to są jego bracia i siostry, a ta ziemia, to jest jego matka.

Dziś, zwłaszcza ze względów politycznych wiele osób deklaruje bardzo jasno swój stosunek do życia po jednej i drugiej stronie. Najtrudniej jest przyjąć te argumenty, gdzie z jednej strony ludzie deklarują się jako katolicy, jednak bardzo szybko dodają „ale”. Dzisiejsza Ewangelia stawia nam pytanie o fundament naszego domu – domu, którym jest nasza ojczyzna i domu, którym jest Kościół. Budować dom na piasku, to budować bez fundamentów. Można wybudować wielką, imponująca budowlę, ale nietrwałą, którą zniszczą czynniki zewnętrzne, takie jak nawałnice, sztormy. Chrystus przypomina nam, że w naszym życiu, w naszej codzienności mamy budować dom na skale, na twardym, trwałym fundamencie. Nie można postępować tak, że deklarujemy się jako katolicy, jako ludzie wierzący, ale za chwilę odcinamy się od całego nauczania Kościoła, staramy się to zakwestionować. Deklarujemy się jako ludzie wierzący, ale pobłażliwym okiem patrzymy na polityków, którzy nie zrobili zupełnie nic w kwestii obrony życia.

Powiedzieliśmy sobie bardzo wyraźnie na pierwszym naszym spotkaniu, że w sposób szczególny o tę najświętszą sprawę trzeba walczyć w różańcu, modlitwą i prośbą o obecność Boga w naszych sercach, o to, abyśmy cokolwiek robimy, czynili na chwałę bożą. Ojciec święty Jan Paweł II w encyklice Evangelium Vitae – Ewangelia Życia oprócz zbrodni przeciwko życiu poczętemu wskazywał również na ból życia i zbrodnię przeciwko człowiekowi starszemu.

Jak to się stało, że w naszym społeczeństwie tak szybko świętość życia odeszła gdzieś na bok? A wraz z nią poszanowanie dla małżeństwa, jako świętego sakramentu mężczyzny i kobiety. Świętość życia zeszła na bok i wraz z nią coraz częściej zapominamy o tym, jakim bogactwem są ci nasi bracia i siostry, których siły już słabną, którzy potrzebują naszej opieki. Rodziny wielopokoleniowe, które przez tak długi czas były bogactwem naszego narodu dziś coraz częściej są czymś niezrozumiałym. Coraz trudniej, także ze względu na różnicę charakterów i pędzące przed nami życie, jest zbudować dom, w którym są nie tylko rodzicie i dzieci, ale są także dziadkowie, czy nawet, jeśli żyją – pradziadkowie.

Co więcej, starość, cierpienie i śmierć stają się czymś, przed czym dzisiaj świat chce uchronić młodego, zdrowego człowieka. Jakakolwiek dyskusja na temat cierpień, na temat śmierci zostaje albo zbagatelizowana, albo zepchnięta na margines. Kiedy odchodził od nas św. Jan Paweł II wielu podkreślało, że podczas swojego pontyfikatu uczył nas jak żyć, a w godności umierania pokazał nam, jak godnie się umiera i odchodzi. Tymczasem dzisiaj mowa o godnej śmierci bardzo często sprowadzana jest do wspomaganego samobójstwa, do eutanazji, przed którą przestrzegał papież w encyklice Evangelium Vitae. Bo przecież ulżyć cierpieniu, to dla wielu znaczy po prostu dobić, gdzieś odepchnąć od siebie.

Zwróćmy uwagę, kiedy w minionych tygodniach i miesiącach kolejne informacje o wzroście zakażeń nowym wirusem dotyczyły domów opieki. Były sytuacje, gdzie tymi, którzy szli na pomoc pracownikom, pomagającymi tym, którzy zostali opuszczeni, dotknięci cierpieniem, chorobą, były siostry zakonne i zakonnicy. Ludzie, których już dawno okrzyknięto niepostępowymi, tymi, którzy powinni usunąć się, zamknąć w zakrystiach, zapomnieć o nauczaniu świata. Pokazali raz jeszcze, że człowiek w swojej godności pozostaje człowiekiem od momentu poczęcia aż do naturalnej śmierci.

Śmierć, jako zjawisko teologiczne, dla nas – ludzi wierzących – jest jednocześnie momentem przejścia, chwilą, w której idziemy na spotkanie z Bogiem, aby zdać sprawę od strony boskiej o swoim życiu. Jakże często mamy do czynienia z sytuacją, gdzie śmierć zostaje odhumanizowana. Śmierć zostaje ukazana jako coś, co albo stanowi chleb powszedni w różnego rodzaju filmach akcji, grozy albo tak, jakby nie dotyczyła zupełnie naszego życia. Nasze współczesne społeczeństwa żyją tak, jakby miały nigdy nie umrzeć. Gromadzone dobra materialne, pogoń za władzą, znaczeniem, stanowiskami, bardzo często pokazują, jak krótkotrwałe jest nasze spojrzenie, jak w tym świecie, w którym żyjemy nie ma już miejsca dla zwykłego człowieczeństwa, dla zwykłego pochylenia się nad ludzkim cierpieniem i dostrzeżenia krzyża chrystusowego, dostrzeżenia tej miłości, którą Zbawiciel dzieli się z nami wybierając tych, których kocha i doświadcza. Aborcja, eutanazja to jedne z najcięższych grzechów współczesności. Współczesny świat, jak mówiliśmy o tym miesiąc temu, chce nazwać je prawami człowieka, chciałby zmusić poszczególne parlamenty i rządy do zalegalizowania zabójstwa tych, którzy w nauczaniu św. Jana Pawła II są właśnie tymi słabymi, nad którymi dominują ci silniejsi, narzucając swoją wolę.

A więc dzisiaj, kiedy gromadzimy się tutaj, aby modlić się o świętość życia, kiedy chcemy modlić się za obrońców życia pamiętajmy o tym, aby to ludzkie życie było chronione w każdej jego fazie i uznawane za nie mniej godne, niż wówczas, kiedy jesteśmy w pełni sił. Pędząc ciągle do przodu za troskami codzienności, prośmy Boga, aby jego miłość przeniknęła ludzkie serca, aby w ferworze tej niełatwej i nierównej walki nie gardzono ludzkim życiem i nie gardzono człowiekiem. Bo Zbawiciel jest przecież tym, który się upomni o życie tych najsłabszych, tych, którzy pozbawieni ludzkich praw wołają do Boga o zmiłowanie i miłosierdzie. Panie, natchnij nasze serca, błogosław nam, prowadź nas, wspieraj nas, abyśmy zło dobrem zwyciężali.